Jest gorąco. Bardzo gorąco. Aż zbyt gorąco, żeby gotować
(ale nie żeby cieszyć się latem, kocham upały!).
Do tego ciepełka dołożył się mój dzień wolny, więc kiedy
wczesnym popołudniem niechętnie wysunęłam się z łóżka, jedyną moją motywacją
było pójście po produkty na jakieś letnie danie.
Zarzuciłam już chwilę temu wypróbowywanie przepisów według
krajów, bo staram się maksymalnie wykorzystać świeże sezonowe produkty. Obecnie
przeglądam głównie dwa rozdziały książki Jamiego: włoski i hiszpański, bo
przecież to te kraje kojarzą się z lenistwem, słońcem i parującym asfaltem.
Pierwszy przystanek: sklep Piccola Italia. Bez problemu
dostałam produkty na jutrzejsze risotto, ale jedyny ocet winny na sherry potrzebny
do przewidzianego na dzisiaj gazpacho był podejrzanie drogi, więc postanowiłam
jeszcze poszukać.
Na bazarku kupiłam aromatyczne pomidory, ogórek i paprykę.
Pobliski supermarket nie dysponował octem na sherry. Delikatesy w Panoramie też
nie. Sklep ze zdrową żywnością – nie. Ani Befsztyczek. Sklep hiszpański obok –
w końcu sherry, jerez czyli, to właśnie hiszpańskie wino – w poniedziałki
zamknięty. Nie chcę jechać do Galerii Mokotów. Mija trzecia godzina. Piotr i
Paweł w Kangurku jawią mi się jako ostatnia szansa. Chodzi mi po głowie
chlupnięcie do gazpacho zwykłego czerwonego octu winnego, ale kiedy tylko
wchodzę do centrum handlowego przy KENie natykam się na sklep „Prosto z
Hiszpanii”. Gol! Ucieszona wracam do domu.
Skosztowałam tego octu, jest bogaty, aromatyczny, kojarzy
się z Hiszpanią. Obieram sparzone pomidory, kroję resztę warzyw, włączam
blender i po chwili mam gęstą, piękną zupę, która musi teraz zaczekać w
lodówce, aż będzie tak zimna, jak powinna.
Sprzątam kuchnię i kroję drobno wiosenną cebulkę, którą
posypię gazpacho na wierzchu. Zaczynam pisać bloga, przygotowuję zdjęcia. Minęła
prawie godzina. Myślę, że już można próbować.
Na balkonie w mojej letniej jadalni pierwsza łyżka gazpacho
ląduje w mojej buzi. Smak jest bardzo świeży, zrównoważony, pełen słońca, lekko
kwaskowaty i orzeźwiający. Mały pucharek zupy i już nie czuję głodu. Ale coś
czuję, że za godzinę skończy się dokładką….


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz