Blog kulinarny to brzmi bardzo dumnie. Na początku więc może jasno określę, co autorka ma na myśli, żeby rozczarowania później nie było i pretensji w formie pisemnej oraz ustnej.
Nie jestem drugą Liską z White Plate, ani nieodkrytą dotąd przez media Nigellą. Nigdy nie robiłam makaronu i nie do końca rozumiem, co to jest suflet. Lubię gotować, wypróbowywać przepisy, czasami coś w nich modyfikuję, ale nie uważam się za master chefa ani nie pretenduję do miana kreatorki smaków. Zdarza mi się spektakularna porażka w kuchni. Czasami na obiad kupuję gotowe pierogi. A czasami po prostu parówki.
Dlaczego więc powstał ten blog? Bo lubię pisać, i uważam, że będzie kupa śmiechu przy niektórych daniach. Może coś Was zainspiruje do ugotowania jakiejś potrawy. Może w komentarzach coś mi podpowiecie. Na pewno sporo się nauczę. A poza tym ja lubię mieć projekt.
I oto ci on jest. Siedziałam z moim BF w pizzerii i rzuciły mi się w oczy cytaty z Julii Child. Przypomniały mi o filmie Julie i Julia, i wpadłam na ten szatański pomysł, żeby to powtórzyć. Zależnie od książki, dam sobie około roku na zrobienie każdego dania i opisanie jak wiele trudności mi sprawiło. Jeśli będziecie chcieli o tym czytać - świetnie! Zapraszam! Jeśli nie - ten blog zostanie moim osobistym zapisem wzlotów i upadków kulinarnych.
Co powinniście o mnie wiedzieć? Kulinarnie liczy się dla mnie tylko smak, nie jadam trocin tylko dlatego, że są zdrowe, nie wiem co to jest amarantus i niech mnie ktoś dobije, jak zacznę się tym interesować. Wyznaję zasadę, że jedzenie ma być przyjemnością, a nie katorgą, i nawet najbardziej niezdrowe jedzenie w ilości rozsądnej nie zabije nikogo. Kocham wino. Wypijam hektolitry kawy. Uwielbiam gotować dla moich najbliższych.
I tyle.
Pojutrze wielkie wybieranie książki. And let the Cookbook challenge begin!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz