GROCHÓWKA
Za oknem taki śnieg, że postanowiłam zacząć od dania, które
kojarzy się z ciepłem i pełnym żołądkiem. Grochówka.
W składzie podobna do naszej polskiej, ale bez ziemniaków i
zamiast boczku – szynka. Brzmi dobrze.
Zaczynam od wygooglowania co to dokładnie jest ten seler
naciowy, po przyniesieniu do domu nieufnie obwąchuję i zjadam mały kawałek.
Tak, zgadza się. Tak jak przewidziałam – świństwo ;-)
Liczę, że w zupie jego smak nie będzie dominował i zgodnie z
przepisem kroję i podsmażam. Zdanie „usuń włókna” nabiera sensu dopiero w
połowie krojenia, ale jakoś udaje mi się ich pozbyć.
Duże wątpliwości nasuwają się przy bulionie. Jamie jest
normalny i nie karze do każdej zupy gotować go od początku, tylko dodać „bulion
ekologiczny albo organiczny”. Wiem, że kostki rosołowe budzą kontrowersje,
między innymi ze względu na zawartość soli, postanawiam sprawdzić czy bulionetka
albo te ekologiczne oszustwa rzeczywiście mają inny skład, ale póki co
korzystam z kostki czując się trochę jak oszust.
Pracy nie ma dużo, po godzinie groch jest miękki i zupa
gotowa (największy problem był ze znalezieniem odpowiednio dużego garnka). W
przepisie jest powiedziane, żeby rozbić groch tłuczkiem do ziemniaków, nie zbyt
dokładnie, ale ponieważ takiego metalowego tłuczka nie mam (dodać do listy
zakupów ;-) ), to po prostu sekundę miksuję zupę ręcznym mikserem. Staram się,
żeby nie wyszedł gładki krem, żeby zachowała się faktura. Po mikserze grochówka
jest gęsta, gotowa do podania z chrupkim pieczywem, łyżeczką oliwy i musztardy.
Naprawdę jest sycąca, B. mówi też, że gęstsza niż się
spodziewał, ale chyba mu smakuje. Mnie też. Po godzinie od wstania od stołu zastaję taki widok:
Czyli chyba mogę założyć, że pierwszy z przepisów mogę
spokojnie polecać :D
ocena B.: **** / 5
komentarz: Musztarda fajnie przełamuje jej łagodność a oliwa dopełnia smak całości. Zbyt gęsta dla mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz